wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział I

Planowanie zamachu wcale nie jest takie proste jak się może wydawać. Należy uwzględnić wiele rzeczy, takie jak czas, miejsce, sposób wykonania. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, jak tego dokonać, od czego zacząć, czy zrobić to sama... Chociaż podejrzewałam, że nikt raczej nie przystanie na mój nieco szaleńczy pomysł. Jeślibym nieopatrznie zdradziła moje plany komuś, kto tylko wydawał się godzien zaufania, straciłabym głowę.
A przyznam się, że chciałam jeszcze trochę pożyć, zważywszy na to, iż wygrałam Igrzyska.
***
Wiedziałam tylko, że Everdeen przebywa w Dwunastce i nie zamierza w najbliższym czasie opuścić swojego Domku w Wiosce Zwycięzców. Zresztą, kto by chciał? Przecież nasza gwiazdeczka wygrała Igrzyska, zrównała z ziemią Kapitol i swój dystrykt, wznieciła powstania w 11 innych, obaliła dyktatorów i zorganizowała Ostatnie Igrzyska w Historii. Kto po takich przejściach nie chciałby się w końcu ustatkować?
Jedna myśl mnie męczyła. Po co niszczyła cały system Panemu, po co obalała Snowa? Też go nie lubiłam, ale czy ta dziewczyna naprawdę myślała, że świat zmieni się na lepsze? Wyzwoliła dystrykty, ale co z tego, skoro teraz całe państwo jest zniszczone i zdezorganizowane. Między ludźmi wybuchną kłótnie co do przywódców, zresztą w Jedynce i Dwójce już zaczęły się przepychanki o miejsce w rządzie. Ludzie z Kapitolu są spanikowani, nie do końca zdają sobie sprawę, że czasy ich wyższości się skończyły. To właśnie osiągnął Kosogłos. Ówczesna arystokracja nigdy nie przystanie na zjednoczenie się z "wieśniakami" - mieszkańcami dystryktów. Każdy inteligenty człowiek potrafiłby to przewidzieć.
W każdym razie, nie miałam planu, transportu, broni i pomysłu na zabicie Katniss. Czułam za to tak przemożną chęć zemsty, że pozostałe zmartwienia były dla mnie nieistotne.
Z doświadczenia wiedziałam, że podstawą udanego postanowienia jest mimo wszystko dobry plan. Zmusiłam się nad tym pomyśleć, aż do momentu, kiedy w głowie, powoli i nieśmiało, powstawały nowe jego punkty. Pierwszy był oczywisty i niezbędny.
"Punkt I - zorganizować broń i ekwipunek."
Jedyną osobą, która mogła mi w tym pomóc był Mitch, awoksa z ośrodka szkoleniowego. Jako jeden z nielicznych miał wstęp do zbrojowni. Problem w tym, że ośrodek przejęli rewolucjoniści, którzy nie zwykli wpuszczać cywili do środka. Ale Mitch na pewno coś wymyśli. Może nie miał języka, ale myślał za naszą dwójkę. Nigdy nie poznałam inteligentniejszej osoby.
Tylko najpierw wypadałoby jakoś wyglądać.
Piżama nie jest najodpowiedniejszym strojem na wyjście z domu.
***
Z włosami zaplecionymi, jak zwykle, w warkocz, w czarnych skórzanych spodniach i delikatnej, niebieskiej koszuli wyszłam z domu. Po drodze zatrzymał mnie Scuba, mój wilczur, którego kiedyś znalazłam na obrzeżach Kapitolu. Kiedy rodzice go zobaczyli, kazali mi go jak najprędzej wyrzucić, ale płakałam tak długo, aż tato zdołał przekonać mamę, żeby pies został. Dzisiaj liczył sobie już nieco ponad 10 lat, ale w duszy chyba wciąż czuł się szczeniakiem, bo kiedy tylko uchyliłam drzwi wyjściowe, podbiegł do mnie, machając szaleńczo ogonem.
- Nie tym razem, stary. Przepraszam. - poklepałam zwierzaka po głowie i wyślizgnęłam się przez szparę, by nie dopuścić do ucieczki Scuby i skierowałam się w stronę Ośrodka Szkoleniowego.
To będzie ciekawa przygoda.

3 komentarze: