Hej :)
Chciałam podziękować za tyle wyświetleń i pozytywnych komentarzy na temat moich wypocin :D
Niedługo stworzę nową zakładkę, gdzie będę polecać blogi, więc jeśli chcecie znaleźć swój blog na tej liście, podajcie tu linki ^^
Do ferii już raczej nic nie napiszę, w ich czasie też może być ciężko, ale po feriach nadrobię C:
Buziaczki :*
Córka Kapitolu
czwartek, 15 stycznia 2015
sobota, 10 stycznia 2015
Rozdział 2
Zza ruin powoli wyłaniał się Ośrodek. jego wysoka wieża, w połowie skryta była jeszcze za gęstą mgłą która ostatnio spowiła tamte rejony Kapitolu. Brnąc w jego stronę przez gruz i różne przedmioty codziennego użytku, takie jak wygięty garnek czy złamana chochla rozglądałam się na boki w poszukiwaniu chociaż jednej żywej duszy. Rebelianci nigdy nie przystąpili do odbudowy tej dzielnicy, pozostawili ją zniszczoną odbudowując tylko Ośrodek. To nie powinno skończyć się w ten sposób. Domy powinny być nienaruszone przez bomby buntowników, w garnku gotować się zupa, a ludzie żyć własnym życiem, zapatrzeni w wielką plazmę i facjatę Ceasara raz po raz wciskającą im steki bzdur, w które naiwnie wierzyli. Dziwiło mnie to, dziwi i zawsze będzie dziwić, że ludzie tak po prostu poszli za Kosogłosem, nie bacząc na to, iż to właśnie Katniss zniszczyła ich doczesne życie.
Już z daleka zobaczyłam Mitcha. Machał ręką delikatnie się uśmiechając, w charakterystyczny dla awoksy sposób, czyli nie odsłaniając zębów i nie ukazując braku języka.
- Cześć! - ostatnią dzielącą nas odległość pokonałam w kilku susach i oboje wpadliśmy sobie w ramiona. Chłopak na znak powitania solidnie klepnął mnie w plecy.
- Jak leci Mitch? - wyciągnął z torby podstawkę, kartkę papieru i długopis. Zawsze nosił te przybory ze sobą. Z wprawą napisał na kartce odpowiedź z charakterystycznym dla siebie pięknym stylem pisma.
"W porządku Rose. A jak u ciebie?" - zawsze mnie tak nazywał, zresztą to on wymyślił mi to imię. Powiedział a właściwie napisał, że przypominam mu taką wolno rozwijającą się różę, odkrywającą świat z uporem.
- Nic nowego. Rodziców nie ma a Scuba szaleje jak szczeniak.
" Nic nowego? Może nie mam języka, ale potrafię odczytywać emocje z ludzkich twarzy, kwiatuszku. Co cię tu sprowadza?"
- Potrzebuję broni. - chłopak uniósł brew w pytającym geście. Zawsze zazdrościłam mu tej umiejętności. Kiedy ja próbowałam to zrobić, moja twarz wyrażała głębokie zdegustowanie. Przynajmniej Mitch tak mówił. - Nie mogę powiedzieć po co. Nie tutaj.
" Jak mam zdobyć dla ciebie broń, Rose? Magazyny są bardzo dobrze chronione. I to jeszcze przez moich starych kolegów z Czwórki. Nie posunę się do poderżnięcia im gardeł."
- Nie każę ci tego robić.
"A masz jakiś plan?"
- Nawet dwa. To co?
" Jeśli nas złapią, osobiście cię zamorduję, Anghilie."
***
Plan A był obrzydliwie prosty. Mitch odwraca ich uwagę, a ja wkradam się do magazynu. Później uciekam, a awoksa wraca na swoje stanowisko.
"Jak mam ich niby zagadać? Może nie zauważyła pani ale tak się składa, że mój język został w Klinice."
- A widzisz. To dlatego nigdy nic nie powiedziałeś. A przez tyle lat się zastanawiałam jak ty możesz trwać w całkowitym milczeniu. - tylko zgromił mnie wzrokiem. - Chodź, nie ma na co czekać.
Udaliśmy, że się żegnamy. Powoli odeszłam spod wejścia by zaraz wrócić drogą biegnącą poza zasięgiem kamer. Serce biło w mojej piersi jak oszalałe. Jakby próbowało się wyrwać, uciec, nie brać w tym udziału. Poczułam się jak na Igrzyskach. Obraz zwijającego się w konwulsjach ciała dziewczynki, którą chwilę wcześniej dźgnęłam w tchawicę mizerykordią, nie chciał zniknąć sprzed moich oczu. Wtedy ogromny mięsień też się tak trzepotał.
" Proszę... Nic ci nie zrobiłam. Ja nie chciałam tu być. Pro..."
Ta dziewczynka nie była niczemu winna, a mimo tego wylądowała na Arenie. Była zwykłym, rozpieszczonym dzieciaczkiem.
Dlaczego?
Czemu Kosogłos posunął się do czegoś tak okrutnego?
Co to dziecko jej zrobiło?
Co ja mój brat co myśmy jej zrobili, co zrobiliśmy Katniss Everdeen, że wpakowała nas do Igrzysk?
"Pierwszym trybutem uczestniczącym w Kapitolińskich Głodowych Igrzyskach będzie... Jessica Rose Anghilie! Chodź tu słonko, gratulacje!"
Ciepła ciecz spływająca po moich nadgarstkach. Ręce czerwone od krwi. Ból i słabość. Słabość powoli ogarniająca każdą moją cząstkę. Nóż leżący pod drzewem i mój plecak tuż obok ciała ostatniego trybuta.
" Zwyciężyła!"
Z mojego gardła wydobył się krzyk jakiego nigdy wcześniej z siebie nie wydałam.
Już z daleka zobaczyłam Mitcha. Machał ręką delikatnie się uśmiechając, w charakterystyczny dla awoksy sposób, czyli nie odsłaniając zębów i nie ukazując braku języka.
- Cześć! - ostatnią dzielącą nas odległość pokonałam w kilku susach i oboje wpadliśmy sobie w ramiona. Chłopak na znak powitania solidnie klepnął mnie w plecy.
- Jak leci Mitch? - wyciągnął z torby podstawkę, kartkę papieru i długopis. Zawsze nosił te przybory ze sobą. Z wprawą napisał na kartce odpowiedź z charakterystycznym dla siebie pięknym stylem pisma.
"W porządku Rose. A jak u ciebie?" - zawsze mnie tak nazywał, zresztą to on wymyślił mi to imię. Powiedział a właściwie napisał, że przypominam mu taką wolno rozwijającą się różę, odkrywającą świat z uporem.
- Nic nowego. Rodziców nie ma a Scuba szaleje jak szczeniak.
" Nic nowego? Może nie mam języka, ale potrafię odczytywać emocje z ludzkich twarzy, kwiatuszku. Co cię tu sprowadza?"
- Potrzebuję broni. - chłopak uniósł brew w pytającym geście. Zawsze zazdrościłam mu tej umiejętności. Kiedy ja próbowałam to zrobić, moja twarz wyrażała głębokie zdegustowanie. Przynajmniej Mitch tak mówił. - Nie mogę powiedzieć po co. Nie tutaj.
" Jak mam zdobyć dla ciebie broń, Rose? Magazyny są bardzo dobrze chronione. I to jeszcze przez moich starych kolegów z Czwórki. Nie posunę się do poderżnięcia im gardeł."
- Nie każę ci tego robić.
"A masz jakiś plan?"
- Nawet dwa. To co?
" Jeśli nas złapią, osobiście cię zamorduję, Anghilie."
***
Plan A był obrzydliwie prosty. Mitch odwraca ich uwagę, a ja wkradam się do magazynu. Później uciekam, a awoksa wraca na swoje stanowisko.
"Jak mam ich niby zagadać? Może nie zauważyła pani ale tak się składa, że mój język został w Klinice."
- A widzisz. To dlatego nigdy nic nie powiedziałeś. A przez tyle lat się zastanawiałam jak ty możesz trwać w całkowitym milczeniu. - tylko zgromił mnie wzrokiem. - Chodź, nie ma na co czekać.
Udaliśmy, że się żegnamy. Powoli odeszłam spod wejścia by zaraz wrócić drogą biegnącą poza zasięgiem kamer. Serce biło w mojej piersi jak oszalałe. Jakby próbowało się wyrwać, uciec, nie brać w tym udziału. Poczułam się jak na Igrzyskach. Obraz zwijającego się w konwulsjach ciała dziewczynki, którą chwilę wcześniej dźgnęłam w tchawicę mizerykordią, nie chciał zniknąć sprzed moich oczu. Wtedy ogromny mięsień też się tak trzepotał.
" Proszę... Nic ci nie zrobiłam. Ja nie chciałam tu być. Pro..."
Ta dziewczynka nie była niczemu winna, a mimo tego wylądowała na Arenie. Była zwykłym, rozpieszczonym dzieciaczkiem.
Dlaczego?
Czemu Kosogłos posunął się do czegoś tak okrutnego?
Co to dziecko jej zrobiło?
Co ja mój brat co myśmy jej zrobili, co zrobiliśmy Katniss Everdeen, że wpakowała nas do Igrzysk?
"Pierwszym trybutem uczestniczącym w Kapitolińskich Głodowych Igrzyskach będzie... Jessica Rose Anghilie! Chodź tu słonko, gratulacje!"
Ciepła ciecz spływająca po moich nadgarstkach. Ręce czerwone od krwi. Ból i słabość. Słabość powoli ogarniająca każdą moją cząstkę. Nóż leżący pod drzewem i mój plecak tuż obok ciała ostatniego trybuta.
" Zwyciężyła!"
Z mojego gardła wydobył się krzyk jakiego nigdy wcześniej z siebie nie wydałam.
wtorek, 6 stycznia 2015
Rozdział I
Planowanie zamachu wcale nie jest takie proste jak się może wydawać. Należy uwzględnić wiele rzeczy, takie jak czas, miejsce, sposób wykonania. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, jak tego dokonać, od czego zacząć, czy zrobić to sama... Chociaż podejrzewałam, że nikt raczej nie przystanie na mój nieco szaleńczy pomysł. Jeślibym nieopatrznie zdradziła moje plany komuś, kto tylko wydawał się godzien zaufania, straciłabym głowę.
A przyznam się, że chciałam jeszcze trochę pożyć, zważywszy na to, iż wygrałam Igrzyska.
***
Wiedziałam tylko, że Everdeen przebywa w Dwunastce i nie zamierza w najbliższym czasie opuścić swojego Domku w Wiosce Zwycięzców. Zresztą, kto by chciał? Przecież nasza gwiazdeczka wygrała Igrzyska, zrównała z ziemią Kapitol i swój dystrykt, wznieciła powstania w 11 innych, obaliła dyktatorów i zorganizowała Ostatnie Igrzyska w Historii. Kto po takich przejściach nie chciałby się w końcu ustatkować?
Jedna myśl mnie męczyła. Po co niszczyła cały system Panemu, po co obalała Snowa? Też go nie lubiłam, ale czy ta dziewczyna naprawdę myślała, że świat zmieni się na lepsze? Wyzwoliła dystrykty, ale co z tego, skoro teraz całe państwo jest zniszczone i zdezorganizowane. Między ludźmi wybuchną kłótnie co do przywódców, zresztą w Jedynce i Dwójce już zaczęły się przepychanki o miejsce w rządzie. Ludzie z Kapitolu są spanikowani, nie do końca zdają sobie sprawę, że czasy ich wyższości się skończyły. To właśnie osiągnął Kosogłos. Ówczesna arystokracja nigdy nie przystanie na zjednoczenie się z "wieśniakami" - mieszkańcami dystryktów. Każdy inteligenty człowiek potrafiłby to przewidzieć.
W każdym razie, nie miałam planu, transportu, broni i pomysłu na zabicie Katniss. Czułam za to tak przemożną chęć zemsty, że pozostałe zmartwienia były dla mnie nieistotne.
Z doświadczenia wiedziałam, że podstawą udanego postanowienia jest mimo wszystko dobry plan. Zmusiłam się nad tym pomyśleć, aż do momentu, kiedy w głowie, powoli i nieśmiało, powstawały nowe jego punkty. Pierwszy był oczywisty i niezbędny.
"Punkt I - zorganizować broń i ekwipunek."
Jedyną osobą, która mogła mi w tym pomóc był Mitch, awoksa z ośrodka szkoleniowego. Jako jeden z nielicznych miał wstęp do zbrojowni. Problem w tym, że ośrodek przejęli rewolucjoniści, którzy nie zwykli wpuszczać cywili do środka. Ale Mitch na pewno coś wymyśli. Może nie miał języka, ale myślał za naszą dwójkę. Nigdy nie poznałam inteligentniejszej osoby.
Tylko najpierw wypadałoby jakoś wyglądać.
Piżama nie jest najodpowiedniejszym strojem na wyjście z domu.
***
Z włosami zaplecionymi, jak zwykle, w warkocz, w czarnych skórzanych spodniach i delikatnej, niebieskiej koszuli wyszłam z domu. Po drodze zatrzymał mnie Scuba, mój wilczur, którego kiedyś znalazłam na obrzeżach Kapitolu. Kiedy rodzice go zobaczyli, kazali mi go jak najprędzej wyrzucić, ale płakałam tak długo, aż tato zdołał przekonać mamę, żeby pies został. Dzisiaj liczył sobie już nieco ponad 10 lat, ale w duszy chyba wciąż czuł się szczeniakiem, bo kiedy tylko uchyliłam drzwi wyjściowe, podbiegł do mnie, machając szaleńczo ogonem.
- Nie tym razem, stary. Przepraszam. - poklepałam zwierzaka po głowie i wyślizgnęłam się przez szparę, by nie dopuścić do ucieczki Scuby i skierowałam się w stronę Ośrodka Szkoleniowego.
To będzie ciekawa przygoda.
A przyznam się, że chciałam jeszcze trochę pożyć, zważywszy na to, iż wygrałam Igrzyska.
***
Wiedziałam tylko, że Everdeen przebywa w Dwunastce i nie zamierza w najbliższym czasie opuścić swojego Domku w Wiosce Zwycięzców. Zresztą, kto by chciał? Przecież nasza gwiazdeczka wygrała Igrzyska, zrównała z ziemią Kapitol i swój dystrykt, wznieciła powstania w 11 innych, obaliła dyktatorów i zorganizowała Ostatnie Igrzyska w Historii. Kto po takich przejściach nie chciałby się w końcu ustatkować?
Jedna myśl mnie męczyła. Po co niszczyła cały system Panemu, po co obalała Snowa? Też go nie lubiłam, ale czy ta dziewczyna naprawdę myślała, że świat zmieni się na lepsze? Wyzwoliła dystrykty, ale co z tego, skoro teraz całe państwo jest zniszczone i zdezorganizowane. Między ludźmi wybuchną kłótnie co do przywódców, zresztą w Jedynce i Dwójce już zaczęły się przepychanki o miejsce w rządzie. Ludzie z Kapitolu są spanikowani, nie do końca zdają sobie sprawę, że czasy ich wyższości się skończyły. To właśnie osiągnął Kosogłos. Ówczesna arystokracja nigdy nie przystanie na zjednoczenie się z "wieśniakami" - mieszkańcami dystryktów. Każdy inteligenty człowiek potrafiłby to przewidzieć.
W każdym razie, nie miałam planu, transportu, broni i pomysłu na zabicie Katniss. Czułam za to tak przemożną chęć zemsty, że pozostałe zmartwienia były dla mnie nieistotne.
Z doświadczenia wiedziałam, że podstawą udanego postanowienia jest mimo wszystko dobry plan. Zmusiłam się nad tym pomyśleć, aż do momentu, kiedy w głowie, powoli i nieśmiało, powstawały nowe jego punkty. Pierwszy był oczywisty i niezbędny.
"Punkt I - zorganizować broń i ekwipunek."
Jedyną osobą, która mogła mi w tym pomóc był Mitch, awoksa z ośrodka szkoleniowego. Jako jeden z nielicznych miał wstęp do zbrojowni. Problem w tym, że ośrodek przejęli rewolucjoniści, którzy nie zwykli wpuszczać cywili do środka. Ale Mitch na pewno coś wymyśli. Może nie miał języka, ale myślał za naszą dwójkę. Nigdy nie poznałam inteligentniejszej osoby.
Tylko najpierw wypadałoby jakoś wyglądać.
Piżama nie jest najodpowiedniejszym strojem na wyjście z domu.
***
Z włosami zaplecionymi, jak zwykle, w warkocz, w czarnych skórzanych spodniach i delikatnej, niebieskiej koszuli wyszłam z domu. Po drodze zatrzymał mnie Scuba, mój wilczur, którego kiedyś znalazłam na obrzeżach Kapitolu. Kiedy rodzice go zobaczyli, kazali mi go jak najprędzej wyrzucić, ale płakałam tak długo, aż tato zdołał przekonać mamę, żeby pies został. Dzisiaj liczył sobie już nieco ponad 10 lat, ale w duszy chyba wciąż czuł się szczeniakiem, bo kiedy tylko uchyliłam drzwi wyjściowe, podbiegł do mnie, machając szaleńczo ogonem.
- Nie tym razem, stary. Przepraszam. - poklepałam zwierzaka po głowie i wyślizgnęłam się przez szparę, by nie dopuścić do ucieczki Scuby i skierowałam się w stronę Ośrodka Szkoleniowego.
To będzie ciekawa przygoda.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Prolog cz2
Przepraszam, ze takie rozbicie, ale małe zamieszanie było, więc postanowiłam rozbić prolog na dwie części :)
Pomysł na 1 rodział także już jest, więc w najbliższym czasie się go spodziewajcie ^^
Kiedy wyczytano moje nazwisko nie mogłam uwierzyć. Miałam, do cholery, 12 lat! Byłam głupiutką dziewczynką, fanką Kosogłosa! I oto co mnie spotkało. Już wtedy czułam, że podziwianie Everdeen nie było do końca słuszne. Krocząc na scenę spojrzałam na brata. Na jego twarzy nie było żadnych emocji, jakby nie obchodziło go, że jej siostra idzie na śmierć. Zawsze taki był.
Dopiero gdy wyczytano drugi raz to samo nazwisko , zobaczyłam na jego twarzy coś, czego nigdy nie spodziewałabym się ujrzeć.
Był okropnie wściekły.
Zanim zdążyli go przytrzymać, pobiegł w moja stronę, ale zamiast stanąć obok rzucił się na Katniss. Przynajmniej miała na tyle odwagi, by osobiście uczestniczyć w Losowaniu. Strażnicy nie mieli wyboru, musieli do niego strzelić.
I tak oto pierwszy z uczestników Igrzysk, mój brat, zginął jeszcze przed ich rozpoczęciem.
***
Wspominanie tej rzezi budzi we mnie zbyt dużo złych emocji. Jestem w stanie powiedzieć tylko tyle, że Areną były ruiny Kapitolu. Nie wiem, czy miało to być ułatwienie, ale uczestnicy Igrzysk nie mieli kompletnie pojęcia o tym, co robić. Nie umieli walczyć, sporządzać zapasów, budować schronień. A ja, podglądając Katniss i ucząc się od brata i ojca, dużo wiedziałam o zakamarkach Kapitolu i posługiwaniu się mieczem i łukiem. Ja po prostu nie miałam wyboru! Mogłam zginąć sama, zabić innych lub czekać aż sami pomrą z głodu! Nie wiedziałam, co robić. Skąd miałam wiedzieć? Kapitolińskie dzieci nie były przystosowane do walki. Jeśli zorganizowano by zawody dot. mody czy rodzajów lakierów do paznokci, z pewnością pierwsza bym odpadła.
Ale tym razem to ja miałam przewagę.
Nie pamiętam, co mi wtedy chodziło po głowie. Wiem tylko, że stopniowo, krok po kroku pozabijałam ich wszystkich, by chwilę później zwymiotować ostatni posiłek i w ciężkim stanie psychicznym targnąć się na swoje życie.
***
nazywam Jessica Rose Anghilie. Mam 17 lat, pięć lat temu wygrałam ostatnie Igrzyska Głodowe w historii. Jestem kapitolińskim Dzieckiem.
I planuję zamach na Kosogłosa.
Tyle, jeśli chodzi o prolog C:
Pomysł na 1 rodział także już jest, więc w najbliższym czasie się go spodziewajcie ^^
Kiedy wyczytano moje nazwisko nie mogłam uwierzyć. Miałam, do cholery, 12 lat! Byłam głupiutką dziewczynką, fanką Kosogłosa! I oto co mnie spotkało. Już wtedy czułam, że podziwianie Everdeen nie było do końca słuszne. Krocząc na scenę spojrzałam na brata. Na jego twarzy nie było żadnych emocji, jakby nie obchodziło go, że jej siostra idzie na śmierć. Zawsze taki był.
Dopiero gdy wyczytano drugi raz to samo nazwisko , zobaczyłam na jego twarzy coś, czego nigdy nie spodziewałabym się ujrzeć.
Był okropnie wściekły.
Zanim zdążyli go przytrzymać, pobiegł w moja stronę, ale zamiast stanąć obok rzucił się na Katniss. Przynajmniej miała na tyle odwagi, by osobiście uczestniczyć w Losowaniu. Strażnicy nie mieli wyboru, musieli do niego strzelić.
I tak oto pierwszy z uczestników Igrzysk, mój brat, zginął jeszcze przed ich rozpoczęciem.
***
Wspominanie tej rzezi budzi we mnie zbyt dużo złych emocji. Jestem w stanie powiedzieć tylko tyle, że Areną były ruiny Kapitolu. Nie wiem, czy miało to być ułatwienie, ale uczestnicy Igrzysk nie mieli kompletnie pojęcia o tym, co robić. Nie umieli walczyć, sporządzać zapasów, budować schronień. A ja, podglądając Katniss i ucząc się od brata i ojca, dużo wiedziałam o zakamarkach Kapitolu i posługiwaniu się mieczem i łukiem. Ja po prostu nie miałam wyboru! Mogłam zginąć sama, zabić innych lub czekać aż sami pomrą z głodu! Nie wiedziałam, co robić. Skąd miałam wiedzieć? Kapitolińskie dzieci nie były przystosowane do walki. Jeśli zorganizowano by zawody dot. mody czy rodzajów lakierów do paznokci, z pewnością pierwsza bym odpadła.
Ale tym razem to ja miałam przewagę.
Nie pamiętam, co mi wtedy chodziło po głowie. Wiem tylko, że stopniowo, krok po kroku pozabijałam ich wszystkich, by chwilę później zwymiotować ostatni posiłek i w ciężkim stanie psychicznym targnąć się na swoje życie.
***
nazywam Jessica Rose Anghilie. Mam 17 lat, pięć lat temu wygrałam ostatnie Igrzyska Głodowe w historii. Jestem kapitolińskim Dzieckiem.
I planuję zamach na Kosogłosa.
Tyle, jeśli chodzi o prolog C:
Prolog cz 1
Kiedy dowiedziałam się o rebelii, która została wzniecona przez Kosogłosa, cieszyłam się. Byłam jedenastoletnią dziewczynką, z blond włosami zaplatanymi w warkocza, zanim stało się to modne. Rodzice nie ubierali mnie w różowe sukienki, nie robili ze mnie straszydła, jak inne dzieciaki. Inaczej, miałam szczęśliwą rodzinę, która zawsze, gdzieś po cichu, niepochlebnie wyrażała się o Prezydencie Snowie. Kiedyś nawet podsłuchałam, nie powiem, że przez przypadek, rozmowę rodziców o Igrzyskach. Za wszelką cenę chcieli pomóc Katniss, która była dla nich symbolem zmiany, wolności i równości wszystkich.
Nigdy nie oglądałam tej ludobójczej masakry, bo widok zabijających się ludzi, którzy jeszcze przed momentem swobodnie ze sobą rozmawiali był dla mnie koszmarem.
I wtedy pojawiła się ona, wybawicielka mieszkańców dystryktu. Wznieciła powstanie, doprowadziła je do końca i jeszcze obaliła dwóch dyktatorów- niejaką Coin i Snowa.
Moja rodzina oszalała z radości. Ojciec natychmiast pojechał pomagać w odbudowie Panemu, a matka rzuciła się do rannych. Zostałam w domu ze swoim bratem, 14 letnim chłopcem, który swoją postawą i niezależnością dorównywał Kosogłosowi. Cały czas powtarzał, że chce ją spotkać, porozmawiać, powiedzieć jak bardzo mu zaimponowała.Nie zdążył, bo nasza kochana Panna Everdeen ogłosiła wiadomość, która wstrząsnęła całym Kapitolem.
Cytuję: " W imieniu wszystkich władz powstania i mieszkańców dystryktów, pragniemy wyrazić głęboki żal i niechęć odczuwaną do wszystkich osób, które przyczyniały się do organizowania Igrzysk Głodowych, a także oglądała je z wielkim entuzjazmem. Dlatego, po niezwykle długiej burzliwej debacie postanowiono, że tego roku Igrzyska również zostaną zorganizowane. Będą one Ostatnimi Igrzyskami w historii, a zarazem pierwszymi, w których wezmą udział nie dzieci i młodzież z Dystryktów, lecz z Kapitolu. Losowanie 24 trybutów odbędzie się równo za tydzień o godzinie 12 na Głównym Placu. Obecność wszystkich w wieku od 12-16 lat jest obowiązkowa."
"wybawicielka" ludu właśnie skazała na śmierć 23 obywateli Panem. Cudownie.
***
Nasi rodzice nie mogli przybyć na losowanie, więc stawiliśmy się z bratem sami. No i cóż, moje największe obawy się spełniły.
Wylosowano nie tylko mnie, lecz i mojego brata.
C.D.N.
Piszcie, czy się podoba :)
Nigdy nie oglądałam tej ludobójczej masakry, bo widok zabijających się ludzi, którzy jeszcze przed momentem swobodnie ze sobą rozmawiali był dla mnie koszmarem.
I wtedy pojawiła się ona, wybawicielka mieszkańców dystryktu. Wznieciła powstanie, doprowadziła je do końca i jeszcze obaliła dwóch dyktatorów- niejaką Coin i Snowa.
Moja rodzina oszalała z radości. Ojciec natychmiast pojechał pomagać w odbudowie Panemu, a matka rzuciła się do rannych. Zostałam w domu ze swoim bratem, 14 letnim chłopcem, który swoją postawą i niezależnością dorównywał Kosogłosowi. Cały czas powtarzał, że chce ją spotkać, porozmawiać, powiedzieć jak bardzo mu zaimponowała.Nie zdążył, bo nasza kochana Panna Everdeen ogłosiła wiadomość, która wstrząsnęła całym Kapitolem.
Cytuję: " W imieniu wszystkich władz powstania i mieszkańców dystryktów, pragniemy wyrazić głęboki żal i niechęć odczuwaną do wszystkich osób, które przyczyniały się do organizowania Igrzysk Głodowych, a także oglądała je z wielkim entuzjazmem. Dlatego, po niezwykle długiej burzliwej debacie postanowiono, że tego roku Igrzyska również zostaną zorganizowane. Będą one Ostatnimi Igrzyskami w historii, a zarazem pierwszymi, w których wezmą udział nie dzieci i młodzież z Dystryktów, lecz z Kapitolu. Losowanie 24 trybutów odbędzie się równo za tydzień o godzinie 12 na Głównym Placu. Obecność wszystkich w wieku od 12-16 lat jest obowiązkowa."
"wybawicielka" ludu właśnie skazała na śmierć 23 obywateli Panem. Cudownie.
***
Nasi rodzice nie mogli przybyć na losowanie, więc stawiliśmy się z bratem sami. No i cóż, moje największe obawy się spełniły.
Wylosowano nie tylko mnie, lecz i mojego brata.
C.D.N.
Piszcie, czy się podoba :)
Notka od autora :)
To może tak- wiem, że części osób pomysł się spodobał, a część podchodzi do tego sceptycznie :)
Mimo wszystko postanowiłam zacząć :)
Przed założeniem tego bloga, przez jakieś trzy dni prowadziłam "Opowieści Lunz", których chyba nawet jeszcze nie usunęłam :D
Ale nieważne ^^
Chciałam tylko powiedzieć, że temat pisania ff zawsze się gdzieś tam przewijał, a kiedy zobaczyłam, że nikt jeszcze nie wpadł na tak szalony pomysł, stwierdziłam: "Okay! To moja szansa!"
Będzie to historia dziewczyny, która pochodzi z Kapitolu i zwyciężyła jedyne takie Igrzyska organizowane dla kapitolińskich Dzieci.
Jakby ktoś nie wiedział, w książce jest napisane, że inicjatorką tych Igrzysk była Coin, a Katniss na nie przystała :D
Przypominam również, że ciągle się uczę i daleko mi do perfekcji, dlatego liczę na waszą KONSTRUKTYWNĄ krytykę :)
Prolog pojawi się jeszcze dzisiaj, miłego czytania ^^
Mimo wszystko postanowiłam zacząć :)
Przed założeniem tego bloga, przez jakieś trzy dni prowadziłam "Opowieści Lunz", których chyba nawet jeszcze nie usunęłam :D
Ale nieważne ^^
Chciałam tylko powiedzieć, że temat pisania ff zawsze się gdzieś tam przewijał, a kiedy zobaczyłam, że nikt jeszcze nie wpadł na tak szalony pomysł, stwierdziłam: "Okay! To moja szansa!"
Będzie to historia dziewczyny, która pochodzi z Kapitolu i zwyciężyła jedyne takie Igrzyska organizowane dla kapitolińskich Dzieci.
Jakby ktoś nie wiedział, w książce jest napisane, że inicjatorką tych Igrzysk była Coin, a Katniss na nie przystała :D
Przypominam również, że ciągle się uczę i daleko mi do perfekcji, dlatego liczę na waszą KONSTRUKTYWNĄ krytykę :)
Prolog pojawi się jeszcze dzisiaj, miłego czytania ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)